
Instant tteokbokki za $2 — test nocnej przekąski o 3 w nocy
Spis treści
13 elementów
Czy zdarzyło wam się o trzeciej w nocy nagle zapragnąć czegoś pikantnego i sycącego? Mnie — całkiem często. Problem w tym, że o tej porze nic nie jest otwarte. Aplikacje z dowozem? Budki z jedzeniem pozamykane. Gotowe dania ze stacji benzynowej? Smak taki sobie, ręka sama się cofa.
W Korei uliczne tteokbokki — pikantne kluski ryżowe w sosie — kosztuje teraz od ok. $3,50 do $4,50. I uczciwie, w budce dostajesz do tego kotleciki rybne, jajko, świeżo zrobiony sos, więc cena ma sens. Tyle że budka musiałaby być otwarta o trzeciej w nocy, żeby mi to cokolwiek dało. Dlatego w końcu sięgam po to, co czeka w lodówce — instant tteokbokki, czyli gotowy zestaw do szybkiego przygotowania w domu.
Dlaczego sięgnąłem po Daerimseon — instant tteokbokki w rosole
Kilka dni temu poszedłem z żoną do hurtowni spożywczej w Sintanjin (dzielnica Daejeon, duże miasto w środkowej Korei) i wrzuciłem do koszyka jedno opakowanie Daerimseon „Tamte czasy" — tteokbokki w rosole. Był kwiecień, ale wieczorami nadal wiało chłodem, więc ciągnęło mnie do czegoś ostrego i rozgrzewającego.
Regularna cena to jakieś $3, ale z rabatem zapłaciłem ok. $2,30. Za taką kwotę nawet jak się nie uda, to nie szkoda. Oczekiwania miałem zerowe, ale po ugotowaniu okazało się, że mam co nieco do powiedzenia.
Pierwsze wrażenie z opakowania


Czerwone opakowanie od razu rzuca się w oczy. Na przodzie zdjęcie tteokbokki wygląda naprawdę apetycznie, ale obok drobnym drukiem napisano „zdjęcie poglądowe" — czyli jak zwykle rzeczywistość pewnie będzie inna. Ale wiecie co, o trzeciej w nocy przed lodówką w sklepie nawet takie zdjęcie robi robotę.
2 porcje — tak było napisane na opakowaniu. Kupiłem to dla siebie, na solo, więc przy kasie poczułem lekki wstyd bez powodu.
Instrukcja na boku — 10 minut i gotowe


Na boku jest narysowana instrukcja — jak to przy daniach instant, nic skomplikowanego. Płuczesz kluski ryżowe pod wodą, wrzucasz do garnka z wodą i sosem, czekasz aż się zagotuje, dodajesz kluski i gotujesz jeszcze 4 minuty. Razem z płukaniem to maksymalnie 10 minut i masz pełną miskę.
Na opakowaniu sugerują, że można dodać warzywa, kotleciki rybne albo gotowane jajko. Jasne, ale kto o trzeciej w nocy będzie to przygotowywać? Ja zamierzałem wrzucić tylko to, co jest w zestawie.
Co jest w środku

Po otwarciu zobaczyłem, że kluski ryżowe są zapakowane osobno w przezroczystym plastikowym pojemniku. Na opakowaniu napis „Małe ryżowe kluski do tteokbokki" — każda sztuka krótko przycięta, pulchna, idealna do zjedzenia jednym kęsem. Ten pojemnik wyglądał tak, jakby mógł posłużyć za miseczkę, co o trzeciej w nocy, gdy nie chcesz zmywać, jest naprawdę miłym detalem. Sos i saszetka z dodatkami leżały na wierzchu klusek.
Ryżowe kluski — jedno kęs, jeden kawałek

Wyjąłem same kluski. Na etykiecie napisano, że to produkt chłodzony z ryżowych klusek. Termin ważności — ponad rok do przodu, więc spokojnie można trzymać w zapasie w lodówce. Same kluski są białe, krótko pocięte i faktycznie mają taki rozmiar, że wchodzą w usta za jednym razem — dokładnie jak obiecuje nazwa.
„Sekretny sos" i saszetka z dodatkami

Jak położyłem obok siebie sos i saszetkę z dodatkami, różnica w rozmiarze była dość komiczna. Sos — ciężki, konkretny. Saszetka z dodatkami — tak cienka, że przez foliówkę ledwo czuć, że w ogóle coś w niej jest.


Z tyłu saszetki z dodatkami było napisane „produkt owocowo-warzywny". Pewnie suszone okruszki szczypiorku, nic więcej. Na sosie widniała pieczątka „Sekretny sos" — nazwa brzmi górnolotnie, ale w praktyce to po prostu pikantno-słodki sos na bazie pasty gochujang, klasyka koreańskiego tteokbokki. O trzeciej w nocy parsknąłem śmiechem, czytając to sam w kuchni.
Mikrofalówka odpada

Na odwrocie też jest instrukcja, ale identyczna jak na boku. Problem w tym, że skoro w zestawie jest plastikowy pojemnik, byłem święcie przekonany, że wystarczy wrzucić to do mikrofalówki. Ale przeszukałem całe opakowanie i nigdzie nie było instrukcji na mikrofale.
Kupujesz instant właśnie po to, żeby nie wyciągać garnka i nie włączać kuchenki o trzeciej w nocy — a tu jednak musisz. Pojemnik jest, a mikrofalówki nie obsługuje — trochę ironiczne. Cóż, nie było wyjścia, zrobiłem po bożemu, zgodnie z instrukcją.
Jak to wygląda w praktyce — gotowanie krok po kroku


Wysypałem kluski na sitko i muszę przyznać — ilość robi wrażenie. Jak na 2 porcje to dla jednej osoby wygląda na sporo. Zgodnie z instrukcją opłukałem je pod bieżącą wodą — nic trudnego, puszczasz kran i przegarniasz palcami. Kluski, które trochę się posklejały, od razu się rozdzieliły po kontakcie z wodą.
Pułapka 350 ml wody

Opłukane kluski wrzuciłem do garnka i zalałem wodą. Instrukcja mówi 350 ml wody. Ale kto o trzeciej w nocy sięga po miarę kuchenną? Lałem na oko i chyba trochę przesadziłem — potem wydaje mi się, że weszło bliżej 400 ml. W takich momentach przydałaby się kreska na pojemniku w stylu „nalewaj do tego poziomu".

Otworzyłem saszetkę z dodatkami — na garnek posypały się suszone kawałki szczypiorku i żółtawe okruszki. Dokładnie to samo uczucie co przy wsypywaniu przyprawy do zupki instant. Szczerze, nazywanie tego „dodatkami" to trochę na wyrost, ale lepsze to niż nic.
Gdy sos się rozpuści i zacznie bulgotać

Na wierzch wycisnąłem sos do tteokbokki — gęsty, na bazie gochujang. Czerwona masa wylądowała grubą smugą na białych kluskach i okruszkach szczypiorku. W tym momencie zanim zamieszałem, pomyślałem — trzeba zrobić zdjęcie.

Zamieszałem raz i sos zaczął się rozpuszczać, wywar powoli robił się czerwony. Ale kolor nie był jeszcze równomierny — w jednych miejscach intensywny, w innych blady, jakby sos jeszcze nie chciał się dogadać z wodą. Pewnie dlatego, że woda nie zdążyła się zagotować. Mimo to zapach już zaczął się unosić po kuchni.


Jak zaczęło się gotować, nastrój zmienił się kompletnie. Wcześniej nierówny kolor rosołu wyrównał się w jednolicie pikantną czerwień, kluski pływały sobie po powierzchni, a zapach — ostry, koreański, dokładnie taki jaki powinien być. Od tego momentu zacząłem mieć nadzieję, że to może być naprawdę dobre. Jasne, daleko od zdjęcia na opakowaniu, ale pomyślałem: nie jest źle jak na instant.
Szczera ocena smaku

Przełożyłem do miski i… niby tteokbokki w rosole, ale tego rosołu jest stanowczo za dużo. Kluski zniknęły pod powierzchnią, więc wizualnie to wyglądało bardziej jak „zupa z kluskami" niż tteokbokki. No i tu właśnie zemściło się moje lanie wody na oko.
Smak sam w sobie nie był zły. Pikantno-słodki profil jest, język go czuje, ale przez nadmiar wody sos się rozcieńczył i ostrość mocno osłabła. Lekkie szczypanie na końcu języka jest, ale zaraz potem — mdłość. Jakby ktoś obiecał pikantną przygodę, a dał tylko jej echo.
Notatka na następny raz
Wodę zacznij od 300 ml i dolewaj po trochu, jeśli brakuje. Jak od razu wlejesz 350 ml na oko, skończy się jak u mnie — z 400 ml i mdłym rosołem.

Z bliska kolor rosołu jest całkiem ładny — taka intensywna, soczysta czerwień. Kluski nasiąknęły sosem i lekko się zabarwiły, tu i tam pływają okruszki szczypiorku. Ale właśnie na tym zbliżeniu jeszcze wyraźniej widać, jak dużo tej wody tam jest.

Chwyciłem jedną kluskę pałeczkami — sprężysta, dobrze ugotowana. Na powierzchni widać drobinki chili, które się ładnie przykleiły. Na jeden kęs — sama kluska jest naprawdę w porządku, ciągnie się przyjemnie, ale przez ten nadmiar wody smak sosu nie zdążył w nią wsiąknąć tak, jak powinien. Kluska OK, ale ta moja nadgorliwość z wodą ciągnie się za mną do końca.
Podsumowanie — instant tteokbokki Daerimseon
Daerimseon „Tamte czasy" — tteokbokki w rosole to jak na instant za ok. $2,30 całkiem przyzwoity produkt. Kluski ryżowe są sprężyste, sos pikantno-słodki i smakuje jak trzeba. Pod warunkiem, że nie przesadzicie z wodą tak jak ja.
Minusy? Dwa główne. Po pierwsze — brak jakichkolwiek dodatków typu kotleciki rybne czy jajko. Same kluski w rosole to trochę pusto. Za $2,30 trudno wymagać cudów, ale jeśli macie w lodówce jakieś kotleciki rybne (w Polsce pewnie surimi da radę), dorzućcie je — będzie zdecydowanie lepiej. Po drugie — brak instrukcji na mikrofalówkę. Kupujesz instant, bo nie chcesz wyciągać garnka o trzeciej w nocy, a tu pojemnik w zestawie jest, ale do mikrofali go nie włożysz. Paradoks.
Następnym razem zmniejszę ilość wody i dorzucę coś od siebie — myślę, że wtedy będzie naprawdę dobrze. Jako nocna przekąska z lodówki na pikantny głód — sprawdza się w zupełności. Możliwość ugotowania pełnej miski w 10 minut o dowolnej porze to w końcu cała filozofia instant tteokbokki i właśnie za to się je kupuje.
Najczęściej zadawane pytania
P: Ile kosztuje?
Regularna cena to ok. $3. W hurtowni spożywczej kupiłem z rabatem za ok. $2,30.
P: Na ile porcji jest to opakowanie?
Na opakowaniu napisano 2 porcje. Dla jednej osoby na nocną przekąskę to naprawdę spora dawka.
P: Można przygotować w mikrofalówce?
Oficjalna instrukcja nie przewiduje przygotowania w mikrofalówce. Jedyna podana metoda to gotowanie w garnku lub na patelni.
P: Ile trwa przygotowanie?
Razem z opłukaniem klusek — ok. 10 minut i miska gotowa.
P: Ile wody wlać, żeby smakowało najlepiej?
Instrukcja mówi 350 ml, ale jeśli nie chcecie mdłego rosołu, lepiej zacząć od 300 ml i dolewać po trochu.
P: Gdzie można to kupić?
W Korei — w hurtowniach spożywczych, w dziale chłodzonym. Poza Koją warto szukać w azjatyckich sklepach spożywczych lub na platformach z koreańską żywnością online.